Wakacje, urlopBiałohruda - Ziemia Lidzka, BiałoruśStefan Horodko

Grób ks. proboszcza Stefana Horodko, który spędził wiele lat na zesłaniu w Syberii

Grób ks. proboszcza Stefana Horodko, który spędził wiele lat na zesłaniu w Syberii
Komentarze
  • xawery7 29-10-2010 g. 18:13:03
    Nasz kochany dobry proboszcz, taki życzliwy, oddany ludziom. Nie był księdzem z powołania, wstąpił do seminarium na życzenie matki. Podobno przedtem był kawalerzystą. Lubił zjeść i wypić, nie stronił od rubasznych żartów, miał w sobie coś z ułańskiej fantazji i m.in. za to go kochano. Był bardzo popularny wśród parafian, tzw. swój chłop, zapraszany na wszelkie uroczystości rodzinne. Tak zapamiętał księdza z czasów przedwojennych i opisał w swej książce ”Wspomnienia Lidzianina” Władysław Naruszewicz : „Proboszczem w Białohrudzie był ks.Stefan Horodko, tęgi mężczyzna w średnim wieku, o czerstwej uśmiechniętej twarzy. Proboszcz wstawał wcześnie rano, wdziewał na sutannę lniany biały prochowiec, na głowę biały kaszkiet lub słomkowy kapelusz. Brał dubeltówkę i psa wyżła, wsiadał do lódki płynął przeważnie z nurtem rzeki. Polował na kaczki, których było w okolicy mnóstwo. Po drodze zaglądał do zastawionych poprzedniego dnia wieczorem żaków i więcierzy, wybierał z sieci do łódki złowione ryby. Kaczki i ryby przynosił do plebanii, oddawał gospodyni, a sam następnie wybierał się do kościoła w celu odprawienia mszy św.” Lubiliśmy tego jowialnego proboszcza palącego robione przez siebie maszynką papierosy z tutek. Jego gruby, trochę zaczerwieniony nos mógł zdradzać zamiłowanie do trunków, do czego dawały mu sposobność liczne okazje towarzyskie. Ważniejszy jest fakt, że odznaczał się wielkim patriotyzmem, za co spotkały go łagry.” Wiele razy z mamą wpadałyśmy po sumie na plebanię. Wystrój, zapach, spokój i ład tej plebanii tworzyły niezwykłą atmosferę, miały w sobie coś urzekającego. Siostrzenica księdza, panna Marysia, zapraszała do stołu nakrytego śnieżno białym obrusem. Na stole stała waza z parującym rosołem posypanym zieloną pietruszką z makaronem własnej roboty w środku. W koszyku leżał chleb upieczony na tataraku, przykryty białą krochmaloną serwetką. Drugiego dania nie pamiętam, ale przypominam sobie jeszcze jak zajadałam się mizerią i posypanym słodkim pudrem, pachnącym wanilią ciastem drożdżowym. Przy stole rozmawiało się o aktualnych niepokojących wydarzeniach dnia. Ksiądz Horodko był kapelanem „ludzi z lasu”, znał tragiczną sytuacje „białych”, miał jednak w sobie tyle pogody ducha i optymizmu, że i nam się to udzielało. Niestety, rzeczywistość była okrutna. Aresztowano go za współpracę z „bandami” i domagano się zdrady tajemnicy spowiedzi. W parafii zamartwiano się jak on, nie młody i już słabego zdrowia wytrwa, wytrzyma. Mama wysyłała mu jakieś paczki ale nie wiadomo czy otrzymywał. Wrócił chyba w 1957 roku, nie wiem dokładnie bo już nas tam wtedy nie było. Był bardzo schorowany i zaraz po tym zmarł. Jego grób jest na cmentarzu białohrudzkim zawsze ma świeże kwiaty . Białohruda bez księdza Horodki zatraciła dużo ze swego uroku a niedziela bez mszy św.
  • xawery7 29-10-2010 g. 18:19:29
    powyższy tekst pochodzi z książek "Ma być lepiej" Teresy Ordyłowskiej i "Wspomnienia Lidzianina" Władysława Naruszewicza
Dodaj swój komentarz
Dodaj swoją opinię:

Nick:

Treść: